Kiedy jest gorzej…

Kiedy jest gorzej…

Moi Umiłowani,

DSC06424.JPG
u mnie

 

Dzisiaj czuję potworną huśtawkę emocji, nastrojów i uczuć.

Dzisiaj silna w wierze, miłości i modlitwie (zmówiłam dziś różaniec przy akompaniamencie pięknej interpretacji śpiewanej i rozmyślałam nad wszystkimi tajemnicami)…

…ale słaba w sobie, w samopoczuciu, rozedrgana.

Wczoraj u Chrześcijańskiej Mamy na blogu pojawił się post na temat tego, że Pan kocha Nas takich słabych, niemocnych, nieidealnych. Cóż, te słowa przyniosły mi ogromną ulgę. Wytrwałam dziś cały dzień w samych pięknych odczuciach wobec bliźniego. Czasem jest ciężko przetrwać niezręczną ciszę, podczas gdy ktoś mówi mi o jakiejś znajomej lub nieznajomej osobie w sposób, który można potocznie nazwać „obgadywaniem”, ale odnajduję się w nowej roli zaskakująco dobrze. Myśląc o innych po tym, co się wydarzyło w moim życiu, potrafię (bo wcześniej nie umiałam) czuć wyłącznie miłość. Przedtem lubiłam plotkować, teraz słowa nieprzychylne innym nie przechodzą mi przez gardło. Gdy myślę o kimś kogo znam, zawsze staram się tłumaczyć sobie, że nie wiem wszystkiego o tym człowieku. Jego powody określonych działań mogą być uwarunkowane solidnymi argumentami, a intencje- dobre. Gdy słyszę teraz, że ktoś ocenia czyjeś zachowanie, mówię do siebie w myślach: „Ta osoba widocznie czuje, że ma prawo do tego, by wydać swoją opinię na ten temat”. Ja zdecydowanie czuję się gorsza od wszystkich tych ludzi, których mijam. Absolutnie nie mam prawa do wygłaszania i nawet tworzenia swojej własnej opinii dotyczącej czyichś wyborów, bo wiem, że czasem pozwala się, żeby życie wybrało za kogoś. I może to być nawet w dobrej wierze. A nawet jeśli nie…

food colorful sweet bear
Photo by Pixabay on Pexels.com

Teraz już wiem, że złe decyzje to tylko droga prowadząca do dobra, tylko trochę pokrętna. I czasem boleśnie sprowadzająca do parteru. Przynajmniej tak było w moim przypadku.

Co więc było dziś nie tak, skoro do wszystkich widzianych przeze mnie osób czułam dziś wyłącznie szacunek, miłość i otaczałam ich w umyśle dobrem?

Natrętne myśli o tym, że by teraz odkupić swoje winy wobec tych, na których mi zależy, będę musiała zapłacić za swoje grzechy. Dosłownie, w przenośni… Niewiadome jeszcze kilka tygodni wprzód konsekwencje, z którymi w domyśle muszę teraz żyć sprawiają, że blokuję się w radości. Moja przemiana wewnętrzna zaskakująco dobrze mi idzie. Otworzyłam się na dobro i w nim trwam. To wydarzenie oczyściło mnie z wszelkich złych intencji, uczuć i… Tylko strach jeszcze pozostał. Niewiadomej przyszłości.

Gdyż ja się zmieniłam, ale moi bliscy pamiętają mnie taką daleką od Boga, miłości, dobra… Bardzo chcę, by i oni w to uwierzyli i zapomnieli o tym, jaka byłam.

Nie mogę się doczekać Mszy Świętej. W zasadzie mogłabym iść każdego dnia, ale praca i obowiązki sprawiają, że do niedzieli nie będę miała okazji się wybrać do Kościoła.

Wiem, że nie powinno być nic ważniejszego, jednakże muszę odkupić swoje winy.

Dosłownie… I w przenośni.

Reklamy